W każdym razie, Carrie się spodobał. :D
Mam nadzieję, że Wam też przypadnie do gustu!
Pairing: Zarry Stalik/Larry Stylinson
Ograniczenie wiekowe: Brak
AD: One Direction nie istnieje; cała akcja dzieje się w Londynie
Opis: Czasem jest tak, że to, co pierwotnie dawało nam szczęście, potrafi zranić. Może wtedy lepiej poszukać... nowego powodu do radości?
Carly Rae Jepsen- Tonight I'm Getting Over You
~***~
Wszedłem do mieszkania, widząc Zayna rozpartego na kanapie i przerzucającego kanały. Jak zwykle, nawet nie zwrócił uwagi na to, że wróciłem; spojrzał na mnie i kiwnął głową, jakbym był kimś obcym, a nie jego chłopakiem.
Położyłem torbę na fotelu i zdjąłem buty oraz płaszcz. Poszedłem do kuchni i nastawiłem wody na herbatę, nie pytając go, czy chce- zauważyłem drinka na stoliku. Od dwóch dni popijał, co niespecjalnie mnie cieszyło.
Ale od pewnego czasu już nic mnie w tym związku nie cieszyło. Na początku było pięknie i kolorowo, ale potem Zayn zaczął mnie traktować jak popychadło- przynieś, wynieś, pozamiataj. Byłem mu potrzebny tylko do załatwiania jego spraw, robienia wszystkiego w domu i do łóżka. Nie byłem nawet pewny, czy mnie nie zdradza- był przecież bi, mógł polecieć na jakąś tanią blondynkę w którymś barze, a miał zwyczaj chodzić do nich co weekend z kumplami.
Kiedyś było inaczej. Przez trzy pierwsze miesiące związku Malik był słodki, uroczy i kochający. Opiekował się mną i był naprawdę czuły. Pomagał mi, kiedy tego potrzebowałem i był blisko zawsze wtedy, kiedy akurat tego pragnąłem.
Nie wiem, kiedy nastąpiła tak ogromna zmiana... na gorsze.
Może cała ta sielanka była tylko przykrywką, może robił to wszystko po to, żebym zakochał się w nim jeszcze bardziej, a potem nie potrafił od niego odejść. W końcu, jaka kochająca osoba traktuje swojego partnera jak gosposię i dziwkę na zawołanie?
Zayn zaczynał coraz więcej pić. Był wulgarny i brutalny, wybuchowy i arogancki. Widział tylko czubek własnego nosa i nie dbał o mnie w najmniejszym stopniu. Nie byłem mu potrzebny jako osoba, tylko jako pieprzony niewolnik.
Zagwizdał czajnik, ale zignorowałem to, stojąc w drzwiach kuchni i patrząc na mojego chłopaka siedzącego wygodnie na kanapie. Kiedy gwizd się nasilił i drażnił słuch, spojrzał na mnie z poirytowaniem, ściągając wargi.
-Mógłbyś to łaskawie wyłączyć? - warknął, robiąc minę rozzłoszczonej divy.
Pokręciłem głową.
-Bo?
-Bo mam cię dosyć - odparłem, krzyżując ramiona na piersi i patrząc na niego wyzywająco.
To była prawda- miałem go dosyć, miałem dosyć tego, jak mnie traktuje, jak ze mną pogrywa, tego, jak bardzo mnie oszukał. Nie potrafiłem przez niego normalnie żyć, czułem się jak niewolnik, jak uniżony sługa, którym wcale nie chciałem być.
Wstał, odkładając szklankę z resztą drinka na stolik. Spojrzał na mnie, mrużąc oczy w groźnie wyglądający sposób i powoli zbliżył się na tak niewielką odległość, że mogłem poczuć jego oddech- dym papierosowy, wódka z rumem i czekolada.
-Coś ty powiedział? - głos Mulata się obniżył, brzmiąc prawie jak warkot; był niemożliwe wściekły. Wbijał we mnie spojrzenie zupełnie tak, jakby chciał mnie nim zabić.
-To, co słyszałeś. Mam cię dosyć i nie spędzę z tobą ani sekundy więcej swojego życia - odpowiedziałem spokojnie, unosząc brew. Zayn wciągnął powoli powietrze w płuca.
Nachyliłem się do niego, uśmiechając się słodko.
-Nie lubię marnować czasu.
Zamachnął się tak, jakby chciał wymierzyć mi solidny policzek, ale zdążyłem się uchylić. W mgnieniu oka założyłem buty i zgarnąłem torbę, a płaszcz przewiesiłem przez ramię. Nie miałem tutaj zbyt wielu rzeczy, bo - na szczęście - nie zdążyłem się na dobre przeprowadzić z rodzinnego domu. Wyszedłem więc tak, jak stałem i z tym, z czym tam wszedłem, nie dbając o nieprzyjemne wiązanki pod moim adresem, wywrzaskiwane do duetu z gwiżdżącym czajnikiem.
Będąc na dole schodów kamienicy usłyszałem jeszcze, jak dwa piętra wyżej coś głośno gruchnęło o ziemię. Bez wątpienia, stary, metalowy i gorący czajnik, bo brzegi pełen wody.
Uśmiechnąłem się pod nosem, życząc Zaynowi silnego poparzenia. Głównie za to, że był największym frajerem na świecie.
Mijałem kolejne budynki, idąc w rozpiętym płaszczu i ze słuchawkami na uszach. Niewiele myśląc, napisałem esemesa do Louisa, mojego starego przyjaciela, który mieszkał kilka przecznic dalej. Złapał przeziębienie, więc postanowiłem do niego wpaść, bo i tak nie miałem się teraz gdzie podziać.
Pół godziny później podszedłem pod starą kamienicę z numerem 6 i wszedłem na górę po schodach. Na czwartym piętrze znalazłem drzwi z numerem 9 i zapukałem, poprawiając torbę na ramieniu.
Nie widziałam się z Louisem, odkąd oficjalnie zacząłem być z Zaynem. Nie wiem, dlaczego tak się stało- to Louis nagle przestał się odzywać, zaraz po tym, jak robił mi wyrzuty, że źle wybrałem i że robię idiotyczny błąd.
Miał rację, zmarnowałem siedem miesięcy swojego życia na kogoś, kogo - co uświadomiłem sobie dopiero teraz - w ogóle nie kochałem.
Usłyszałem szuranie kapci i otworzył mi mój stary przyjaciel, stojąc w długich spodniach od piżamy i o dwa rozmiary za dużej na niego szarej bokserce. Uśmiechnął się do mnie życzliwe, pociągając nosem. Włosy miał rozrzucone na czole, a twarz zarumienioną.
-Gorączka i katar?
-Bingo.
Przepuścił mnie w drzwiach i zamknął je, a potem poczłapał za mną do salonu. Bez słowa zrobiłem sobie kawy, a jemu herbaty cytrynowej bez cukru, wiedząc, że pije ją zawsze w chorobie. On leżał pod dwoma kocami na kanapie, co chwila tylko sięgając po chusteczki.
-Boo, przepraszam, że tak cię nachodzę... - zacząłem, stawiając kubki na stole i siadając na krańcu kanapy.
-Spokojnie, wszystko jest okej - przerwał mi Louis, patrząc na mnie i znów się uśmiechając. -Bylebyś nie złapał tego paskudztwa - zaśmiał się. -Co właściwie cię do mnie sprowadza, Hazz?
Zawahałem się przez moment. Od siedmiu miesięcy nasz kontakt ograniczał się do kilku lakonicznych esemesów na miesiąc, z pytaniami o zdrowie, samopoczucie, pracę czy rodzinę. Nie wiedziałem, czy on nadal traktuje mnie jak swojego najlepszego przyjaciela, chociaż ja nigdy nie przestałem tego robić.
-Ja... - zająknąłem się, patrząc na swoje dłonie. -Zerwałem z Zaynem.
-Co proszę?
-Zerwałem z Zaynem. Nie więcej, niż godzinę temu - dodałem, podnosząc wzrok na starszego chłopaka. Gapił się na mnie szeroko otwartymi oczami, ale na ustach błąkał mu się uśmieszek. -Co się tak szczerzysz? Myślisz, że to jest takie radosne?
-A co, może się nie cieszysz? - zapytał przekornie, odgarniając grzywkę z oczu.
Dziwne, patrzyłem na niego zupełnie inaczej, niż te kilka miesięcy temu. Teraz, po tym wszystkim, Louis którego znałem tak wiele lat... wydawał mi się cholernie przystojny. Atrakcyjny pod każdym możliwym względem. Wręcz pociągający.
Co z tego, że pociągał to on może i co najwyżej nosem. Oczy mu błyszczały, uśmiech nadal był tak samo uroczy i cudowny, jak wcześniej.
-Ziemia do Harry'ego, mówię do ciebie!
-C-co? A, tak, ja...
-Czy ty się na mnie gapisz?
-Nie - skłamałem idiotycznie, momentalnie zaciskając powieki i parskając śmiechem. -No dobra, gapię się...
-Ubrudziłem się gdzieś? - zapytał chłopak, patrząc po sobie. Uniósł brwi, ponownie spoglądając w moją stronę.
-T-tak, odrobinkę...
-Gdzie?
Nachyliłem się do niego, postanawiając zaryzykować. Nasza przyjaźń i tak praktycznie nie istniała, a ja świeżo zerwałem z największym dupkiem w galaktyce. Co z tego, że Louis był chory, kiedy dotarło do mnie, że ten właśnie chłopak mi się podoba?
-Tutaj.
To mówiąc, pocałowałem go delikatnie, przejeżdżając czubkiem języka po kąciku jego ust. Zdziwiłem się, kiedy Louis oddał mój pocałunek. Po chwili odsunąłem się od niego, uśmiechając się.
-O czymś nie wiem? - zapytałem, siadając bliżej.
-Może o tym, że siedem miesięcy temu pokłóciłem się z tobą o Malika, bo wybrałeś jego, a nie mnie - powiedział cicho chłopak, patrząc w stronę okna i zagryzając dolną wargę. -Mimo, że jestem w tobie zakochany od tamtego wyjazdu na miesiąc do Włoch, pamiętasz?
-To było cztery lata temu... - przypomniałem sobie, marszcząc brwi. Tyle czasu i nic mi nie powiedział?
-Właśnie, Harry. Muszę to sobie odkupić.
Przyciągnął mnie do siebie i wiedziałem, że teraz temperatura podniesie się nie tylko jemu.
Awww, Larry jest słodki. A Zayn to dupek. Seksowny, ale dupek.
OdpowiedzUsuńW sumie nie wiem co mogę więcej powiedzieć. Podoba mi się. Takie lekkie i przyjemne. :)
Pisz więcej, kocie!