Nie można się odciąć od swojego własnego życia, nie można się przecież odciąć od wspomnień.
Chcę Wam pokazać kolejną scenę z mojego życia. Chcę Wam pokazać, jak bardzo można się mylić i jak wiele można stracić.
Pairing: Nouis Horanson
Ograniczenie wiekowe: Brak
Opis: Milczenie nie zawsze jest złotem.
~***~
Samolot wystartował akurat, kiedy włożyłem do uszu słuchawki. Za kilka minut miała wybić północ trzynastego września, dnia moich urodzin. Blisko siedem godzin miałem spędzić z chłopakami w samolocie, a potem kilka prób i koncert.
Mimo wszystko, to był przecież cudowny prezent, bo mogłem być blisko Louisa.
Przymknąłem oczy, wsłuchując się w muzykę płynącą ze słuchawek. Miejsce obok mnie było puste, ale kiedy wzbiliśmy się w niebo, poczułem, że ktoś na nim siada i odpina moje pasy.
Otworzyłem oczy i spojrzałem w bok, napotykając spojrzenie niebieskich oczu i delikatny uśmiech. Serce mi zatrzepotało.
-Nie śpimy, Nialler. Masz urodziny!
Wspominałem wszystko, każdy moment z życia, w którym uczestniczyłeś. Wtedy, w samolocie, urządziliście mi mini-imprezę, a wszyscy bawiliśmy się świetnie. Dla mnie nie liczyły się prezenty ani góra jedzenia, którą sprytnie dla mnie przygotowaliście- dla mnie liczyłeś się tylko Ty, to, że jesteś obok. To, że cały czas siedziałeś na miejscu obok, uśmiechałeś się do mnie bez przerwy, rozmawiałeś ze mną i ze mną się śmiałeś.
Że wtedy byłeś tylko i wyłącznie dla mnie, zupełnie jakbyś wiedział, że to będzie najlepszy prezent pod słońcem.
Odkąd Cię poznałem, wiedziałem, że to będzie coś zupełnie innego, niż zwyczajna przyjaźń. Nie było tego po nas widać, ale przecież byliśmy zawsze blisko. Na początku cieszyłem się, że mam tak cudownego przyjaciela, jak Ty- po jakimś czasie zdałem sobie sprawę z tego, że nie traktuję Cię już jak przyjaciela.
Owszem, przerażało mnie to. Zawsze, w każdej chwili mojego życia, za każdym razem, kiedy spojrzałem Ci w oczy. Ale przywykłem do tego wszystkiego po pewnym czasie. Do tego, że jesteś obok ze mną, ale nie dla mnie.
Da się przyzwyczaić do bólu, to tylko kolejna część życia.
Patrzyłem na wszystko, co nas oboje otacza. Patrzyłem na dziewczyny, z którymi byłeś i z którymi się rozstawałeś, i na Twoje łzy po tym wszystkim, przez co miałem ochotę je znaleźć i wszystkie je zabić. Nienawidziłem Twoich łez i Twojego bólu, bo czułem go nawet silniej od Ciebie- za nas dwoje, za moje rozrywane serce i za Twoje, już w częściach.
Patrzyłem na każdą burzę w mediach, po której chodziłeś wściekły i odpychałeś nawet mnie. Patrzyłem na to, jak się zmieniasz- raz na lepsze, raz na gorsze- i wiedziałem, że obojętnie, jaki się staniesz, ja zawsze będę czuć to samo.
Byłeś blisko i daleko jednocześnie. Pozwalałeś mi na wiele rzeczy, pozwalałeś mi spać ze sobą podczas burzy, których tak się bałem. Pozwalałeś mi się do siebie przytulać, kiedy źle się czułem i opiekowałeś się mną, kiedy byłem chory. Zawsze mnie broniłeś i byłeś blisko akurat wtedy, kiedy Cię potrzebowałem.
Byłeś wystarczająco blisko, żebym mógł to poczuć, ale wystarczająco daleko, żebym potrafił to stracić.
Nie zdajesz sobie sprawy, jak potężne potrafią być uczucia. Jak bardzo można nienawidzić tego, że w ogóle cokolwiek się czuje. Jak bardzo można cierpieć przez to, co powinno przynosić bezgraniczne szczęście. Jak często można odczuwać niewyobrażalny ból i trzymać go w sobie, zaciskając zęby i uśmiechając się, "bo tak będzie lepiej dla reszty".
Możliwe, że tak było.
Nie wiem, co chcę zdziałać, pisząc ten list. Wiem tylko, że kiedy go przeczytasz, zrozumiesz. Że już będziesz wiedział, dlaczego potrzebowałem zrobić wszystko to, co zrobiłem.
Nie chcę, żebyś mnie kochał. Chcę, żebyś mógł być szczęśliwy z Eleanor, która jest dla Ciebie naprawdę świetną dziewczyną. Zawsze chciałem i będę chciał Twojego szczęścia, niezależnie od tego, czy będzie ono oznaczało również moje szczęście, czy może moje cierpienie.
Zawsze Cię obserwowałem i widziałem najmniejszy szczegół tego, jaki jesteś i kim jesteś. Wiem, co możesz czuć, czytając to, ale... mimo wszystko chciałbym, żebyś nigdy o nic się nie obwiniał. To był mój świadomy wybór, moja decyzja.
To było moje życie, dlatego nie chciałem, żeby ktoś się w nie wtrącał.
Dlatego ja nie chciałem się wtrącać w Twoje, przez tyle lat życia tuż obok siebie.
Lou... Poznasz te słowa tylko jeden raz, więc zapamiętaj je dobrze lub od razu o nich zapomnij.
Kocham Cię.
I to jedno nigdy się nie zmieni.
Nialler
Louis odłożył kartkę ze łzami w oczach, nie wiedząc, co ma zrobić. Zapomniał, jak się oddycha, stracił czucie na całym ciele, czuł ogromną pustkę w środku. Czuł się tak, jakby zawinił, chociaż przecież nie miał o niczym pojęcia.
A może po prostu przegapił wszystko, co zauważyć powinien?
Niall trafił do szpitala wczoraj wieczorem w stanie krytycznym. Był na granicy życia i śmierci, niebezpiecznie przechylając się na tą drugą. Wziął sporo różnych tabletek- relanium, valium, zdobył nawet metadon i kodeinę. Popił to wszystko puszką piwa i sokiem grejpfrutowym.
To Louis go znalazł i to on zadzwonił po karetkę. Zmusił go do wymiotów i nie pozwolił mu zasnąć, jednocześnie trzymając go na kolanach i nie pozwalając sobie na płacz albo histerię. Kiedy ratownicy zabierali go z domu, uśmiechnął się do niego i obiecał, że wszystko będzie dobrze.
Blondyn spojrzał tylko na niego i zanim założyli mu maskę tlenową, powiedział dwa proste słowa: pod poduszką.
Okazało się, że chodziło o poduszkę na łóżku Louisa. Leżała pod nią koperta, piękna i ciężka. Czarna. Była zalakowana, co musiało drogo kosztować Nialla. Pachniała jego ulubionyną wodą kolońską, chociaż z pewnością nie była perfumowana. W środku była złożona na pół kartka z podwójnie czerpanego papieru, a na niej wypisane ręcznie jego imię.
Musiał to planować od dawna, skoro tak bardzo się postarał. I musiał naprawdę go kochać, wyjaśniając mu to wszystko.
Bez większego zastanowienia, Louis złapał klucze i kurtkę z przedpokoju. Wyjechał z garażu i skierował się w stronę szpitala, w którym leżał Niall. Musiał go odwiedzić teraz, choćby miał walczyć z całym personelem o wejście do jego sali. Musiał go zobaczyć i z nim porozmawiać, póki nie było zagrożenia.
Póki jeszcze mógł to zrobić.
Wbiegł do szpitala i skierował się do dyżurki. Pielęgniarki z miejsca udzieliły mu potrzebnych informacji, a chwilę później cicho naciskał klamkę do drzwi z numerem 282.
Pokój był jasny i ciepły, a ciszę przerywały syki i popiskiwanie maszyn. Po prawej stronie stało łóżko, na którym pod plątaniną rurek, wężyków, bandaży i reszty sprzętu leżał Niall, w niebieskiej szpitalnej koszuli.
Włosy miał potargane, a twarz szarą i nieziemsko zmęczoną. Był przytomny i tępo gapił się w punkt przed sobą, ale kiedy Louis wszedł do środka, przeniósł spojrzenie na niego.
-L-Louis... - wyjąkał, próbując się podnieść, ale ten go zatrzymał. Usiadł na plastikowym krześle obok i spojrzał mu prosto w niebieskie oczy. -N-nie spodziewałem się ciebie tutaj...
-Bo nie powinieneś - odparł starszy chłopak, delikatnie ujmując rękę blondyna, który zadrżał. -Jesteś ostatnim kretynem, wiesz? Chciałeś się zabić tylko dlatego, że nie byłeś pewny, czy mógłbym cię kochać, bo ty sam nie radziłeś sobie z tym uczuciem? Niall... Boże, wystarczyło mi to powiedzieć.
-Żebyś mnie wyśmiał? - ból w głosie Irlandczyka był aż nazbyt wyraźny.
Louis westchnął.
-Nie, głupku. Żebym mógł ci powiedzieć, że od pierwszego dnia, kiedy cię zobaczyłem, czuję dokładnie to samo.
Jejku. Jejkujejkujejku. Podoba mi się. Bardzo. Bardzo bardzo. Popłakałam się, tak dla odmiany. A ten list... ; _ ; Głupi Niall, albo nie, głupi Louis, skoro ten blondas mu się podobał to dlaczego jest z tamtą dziewczyną? ;-; a teraz Nialler wylądował w szpitalu i już nie jest za fajnie ;-;
OdpowiedzUsuńKocham to jak piszesz ale kompletnie nie mam weny na komentowanie więc zostawię to w spokoju XD
Nienawidzę cię za to jak świetnie piszesz. I za to, że mam łzy w oczach. I za to, że próbowałaś zabić Niallerka.
OdpowiedzUsuńTo było świetne! Serio! Niezaprzeczalnie niesamowite.
Mogłabym godzinami czytać twoje shoty.
Zacytuję poprzedniczkę "Popłakałam się tak dla odmiany." :p `W.
OdpowiedzUsuńkońcówka.. AWWWWWWWWWWW. ♥ `J. (Dżeej)
OdpowiedzUsuń