Tak, tak, przy nim też ryczałam, pisząc go.
Ten out będzie dla odmiany cholernie, choleeeernie krótki.
Out zrobiony do: I can see the pain behind your eyes
Ed Sheeran- Give me love
~***~
Z punktu widzenia Harry'ego
Pamiętałem tylko migawki z tego, co działo się w szpitalu. Nawet nie chciałem tego wszystkiego pamiętać- przerażało mnie to, sprawiało mi to ból. To, że Madison urodziła się tak bardzo chora, było chyba najgorszą rzeczą, jaka przytrafiła mi się w życiu.
W dzień narodzin Maddie, moja siostra przyjechała do szpitala. Nie miała pojęcia o tym wszystkim, o tym, że nasze życie już nigdy nie będzie takie samo.
Weszła na salę, zasłonięta przed ogromnego pluszowego misia. Postawiła go przy swoich nogach, uśmiechając się pogodnie.
Kilka chwil później przytulałem ją, kiedy próbowała uspokoić płacz.
Te miesiące życia Maddie wydawały mi się odległym snem. Minęły tak szybko... stanowczo za szybko. Nie pamiętałem wielu rzeczy, które się wtedy działy, ale dokładnie zapamiętałem każdy szczegół.
To, że mała uwielbiała, kiedy Louis jej śpiewał.
To, że zawsze kupowaliśmy tylko białe skarpeteczki.
To, że kiedy coś sobie zrobiła, nigdy nie płakała głośno...
i wiele innych.
Nie da się opisać chwili i uczuć, które towarzyszą świeżo upieczonemu rodzicowi. A kiedy to wszystko, to radosne uniesienie miesza się z paraliżującym strachem o życie własnego dziecka...
Nie umiałbym opowiedzieć o Madison. To nadal mnie boli, to zawsze będzie bolało. Nie potrafię przypomnieć sobie dnia przez ten pierwszy rok po jej odejściu, kiedy chociaż przez chwilę nie płakałem.
Nigdy nie zapomnę jej ostatnich chwil, kiedy wyrzucono mnie z sali i mogłem tylko czekać na lekarzy.
A oni tym razem nas zawiedli.
Kochałem Maddie tak samo mocno, jak kochałem swoją rodzinę czy Louisa. Mimo tego, że byłą chora, była tak cudownym dzieckiem... Była cudem.
Między innymi dlatego, że tak długo przeżyła z OI typu II.
Była wyjątkowa, pod każdym względem. Nie potrafiłem się nie uśmiechać, patrząc na nią. Była pięknym dzieckiem, pełnym życia mimo tak okrutnej choroby.
Była idealna.
Była moją córką.
Długie miesiące po śmierci Maddie kłóciliśmy się z Louisem. Padały różne oskarżenia, różne wyzwiska. Nie raz chcieliśmy od siebie odejść, ale któryś z nas mijał zamknięte drzwi pokoju małej i zaraz się wracał.
Mimo tego, że to jej odejście nas kłóciło, tylko ono potrafiło nas sobie wrócić.
Nie potrafiłbym teraz przypomnieć sobie dokładnie jej całej. A może po prostu nie chcę?
Tak bardzo boli strata ukochanej osoby...
Zawsze, kiedy budzę się z sennych koszmarów, sprawdzam czy obok mnie nadal jest Louis.
Zupełnie tak, jakbym podświadomie wiedział, że strata drugiej ukochanej osoby byłaby całkowitym końcem mojego własnego świata.
Nie da się przestać kochać.
Dlatego tak bardzo rani miłość, której nie można już nikomu podarować.
Znowu to zrobiłaś. Znowu nie umiem panować nad sobą i ryczę jak głupia, bo w kilku zdaniach zawarłaś tyle cierpienia.
OdpowiedzUsuńBoże, nawet nie wiem co powinnam napisać, wiesz? Bo nie jestem w stanie znaleźć słów, mam pustkę w głowie. W sumie, to też słabo widzę klawiaturę przez łzy i pewnie mam cały tusz na policzkach. Ale nie ważne.
TO. JEST. GENIALNE. - tylko tyle powiem.