I can't buy your love

   Kolejny płaczliwy shot, kolejny kawałek mojej historii. Możliwe, że nie dosłownie, ale po części. W końcu, obok miłości zawsze stoi przyjaźń, prawda? A ja wiem, jak to jest tracić przyjaciół tak, jak tutaj. 
   Ostatnio dobrze mi się pisze. Taka szczęśliwa passa. Mam nadzieję, że nie będzie miała okazji przeminąć.
Oddaję świeżynkę w Wasze rączki i czekam na opinie. 

Pairing: Ziall Horalik
Ograniczenie wiekowe: Brak
AD: One Direction nie istnieje; chłopcy mają po 17 lat
Opis: Brak świadomości o czymś może wyrządzić większą krzywdę, niż najbardziej szokująca prawda.

Emeli Sande- My kind of love


~***~

   Widywałem go codziennie. Mieszkał z rodziną w domu obok, tuż za płotem. Wcześniej było tam pusto, bo poprzednia właścicielka sprzedała całą parcelę, ale odkąd Malikowie się tam wprowadzili, cała okolica ożyła na nowo. 
Poznałem go dopiero po kilku tygodniach, kiedy przypadkowo wpadłem na niego, idąc do sklepu. Potrąciłem go ramieniem i przeprosiłem, a on zapytał, czy to ja jestem tym chłopakiem, który w nocy nie daje mu spać, bo gra na gitarze w domu obok. 
   Zayn był najbardziej uczynnym i ułożonym chłopakiem, jakiego w życiu poznałem. Dodatkowo, był przystojny i diabelnie utalentowany. Kochał swoją rodzinę i był bardzo sympatyczny. Nie znaliśmy się za dobrze, chociaż mieszkaliśmy tak blisko.
Samo to, że mieszkał tuż obok, samo widywanie  go co dzień sprawiło po pewnym czasie, że zacząłem czuć coś więcej.
   Kiedyś ich rodzina zaprosiła  nas na sąsiedzką imprezkę. Wpadliśmy we czwórkę, razem z moim starszym bratem. To wtedy po raz pierwszy dłużej porozmawiałem z Zaynem, nie ograniczając się do przyjaznego "cześć" przy mijaniu się w alejce przez domem. 
Był bardzo pozbierany i zabawny. Żartowaliśmy i gadaliśmy o kompletnych głupotach, a ja zdałem sobie sprawę z tego, że z sekundy na sekundę się w nim zakochuję, chociaż przecież praktycznie go nie znam. Po tych kilku godzinach wspólnie spędzonego czasu nie potrafiłem wyrzucić go z głowy.
Nadal tego nie potrafię.
   Nie przyjaźniliśmy się. Byliśmy tylko sąsiadami, którzy czasem sobie pomagali albo pogawędzili chwilę przez płot. Chyba obaj byliśmy zbyt niepewni siebie, żeby spróbować zainicjować głębszą znajomość; a może po prostu to on tego nie chciał, sam nie wiem. 
Wiem tylko, że na zawsze już będę żałować, że nigdy się nie zaprzyjaźniliśmy.
   Przez miesiące moje uczucie do Zayna się nasiliło. Widywałem go codziennie, kiedy wychodziliśmy do szkoły- nie do tej samej, ale jechaliśmy jednym autobusem. Przeważnie nie siadaliśmy razem, chyba, że nie było innych wolnych miejsc. Dziwnie się czułem, mogąc patrzeć na niego, patrzeć w jego czekoladowe oczy, wywołując małym żartem uśmiech na jego twarzy.
Ale podobało mi się to.
   To idiotyczne, kochać kogoś i być tak blisko niego, a nigdy nie być blisko z nim. Być tak blisko wszystkiego i tak daleko jednocześnie. Zaczynało mnie to dusić i męczyć, próbowałem zniszczyć to uczucie. Ale ono było zbyt silne, żeby zginąć. 
   Któregoś dnia przestałem go regularnie widywać. Nie wychodził z domu na autobus, nie jechał tą linią, nie wsiadał na innych przystankach. Po kilku dniach zorientowałem się, że jest chory; jego mama rozmawiała z moją, kiedy zagrabiała liście na ogrodzie, że jej syn się rozchorował.
Mijały tygodnie, a on nadal nie wychodził z domu. Któregoś dnia, tuż przed świtem, obudził mnie piszczący dźwięk nadjeżdżającego ambulansu. Wstałem i podszedłem do okna, a jego wynosili na noszach z maską tlenową na twarzy.
Pamiętam, że płakałem po tym kilka godzin i nie poszedłem do szkoły. Zupełnie, jakbym powinien się przejąć tym, że prawie obcą mi osobę zabrała karetka. 
Ale miłość przecież rządzi się własnymi sprawami, a tak bzdurna miłość z ukrycia jest wyjęta z jakichkolwiek szablonów. 
   Po około miesiącu znów go zobaczyłem. Jego matka, która nagle wydała mi się starsza o dziesięć lat, wiozła go na wózku do drzwi wejściowych. Uśmiechała się ze zmęczeniem i pogładziła go po głowie, na której miał czapkę.
Dwa dni później, moja mama oznajmiła z niewyraźną miną, że syn naszych sąsiadów ma ostrą białaczkę promielocytową. Nie wiedziałem, jak na to zareagować- poczułem tylko nagłą pustkę w środku, a później przepłakałem całą noc.
   Choćbym nie wiem, jak się starał, nie umiałem powstrzymać ciągle rosnącej miłości. Tak, miłości, bo po pewnym czasie durne zakochanie się w nią przerodziło. W miłość, która była moją tajemnicą, w miłość, która nie miała prawa i punktu zaczepnego istnienia. 
Jakby ślizgała się na bardzo kruchym lodzie. 
   Byłem za młody, żeby móc oddać krew lub szpik. Nie mogłem mu pomóc, ale moja mama mogła- mieli tą samą grupę krwi. I zrobiła to, przed czym ojciec Zayna chciał się bronić- pomogła. 
A przynajmniej spróbowała pomóc.
   Miesiące przeciekały mi przez palce, nie widywałem go prawie w ogóle. Siostry często chodziły z nim na spacery, pchając przed sobą jego wózek. Chodził również o własnych siłach, ale chyba nie potrafił wybrać się nigdzie na dłużej bez pomocy specjalistycznego sprzętu, na który nie było ich stać. 
Był praktycznie przykuty do wózka. 
   W ostatnich tygodniach grudnia przestałem go widywać. Wylądował w szpitalu tuż przed wigilią Bożego Narodzenia, chociaż jego rodzina nie obchodziła tych świąt z powodu innego wyznania. 
Bałem się o niego zupełnie tak, jakby był moim najlepszym przyjacielem albo moim chłopakiem. Kochałem go niezależnie od tego, czy ktokolwiek - łącznie z nim - o tym wiedział, kochałem go po prostu za to, że był, chociaż nawet dobrze go nie znałem.
Kochałem go bezwarunkowo, odkąd uśmiechnął się do mnie po raz pierwszy.
   Ostatni raz widziałem go w Sylwestra, kiedy jego ojciec ze spuszczoną głową prowadził wózek z nim przed sobą. Był niemożliwie chudy jak na chłopaka o takiej budowie. Na głowie miał czarną czapkę, kolana miał przykryte ciemnym kocem. Chociaż obserwowałem to przez okno swojego pokoju na piętrze, widziałem wyraz jego twarzy.
Pusty, pełen goryczy i bólu. 
   Później po prostu zniknął. Nikogo o to nie pytałem, a nikt nic nie mówił. Byłem przekonany, że jest w szpitalu, ale w końcu minęła połowa stycznia, a on nie pojawił się w domu ani na chwilę.
Któregoś szczególnie mroźnego dnia zapytałem mamy, czy wie coś o Zaynie. Spojrzała na mnie, marszcząc brwi, a po chwili wzięła głęboki wdech i zaczęła się bawić książką, którą trzymała na kolanach. 
-Myślałam, że wiesz - powiedziała cicho, podnosząc na mnie zaszklone oczy. -Myślałam, że się z nim przyjaźniłeś, kochanie. Nie było tak. 
-N-nie - zająknąłem się, próbując odrzucić okropne myśli, które mogłyby być prawdą. -Mamo, co się stało z Zaynem? Dlaczego tak długo jest w szpitalu?
-Kochanie... Nie zauważyłeś, że z tego domu już prawie nikt nie wychodzi? Nie zauważyłeś, że jego rodzina jest cały czas ubrana na czarno, a on już nie wraca na weekendy do domu?
-Jest chory, to zrozumiałe, że chcą go trzymać w szpitalu. Białaczka to nie przelewki.
-Właśnie, synku - przytaknęła ledwie słyszalnie mama. -Właśnie tak. 
-Więc... Więc co mu jest?
-Niall... - mama sprawiała wrażenie, jakby serce miało jej pęknąć. 
-Mamo, co mu jest? - naciskałem, czując, że zbiera mi się na płacz. Czy chciała powiedzieć to, o czym myślałem od kilku dni? 
-Niall, słoneczko, ten chłopak... On... - zająknęła się, odwracając wzrok. Dlaczego tak bardzo ją to bolało?
-No powiedz to!
-On... Twojego kolegi nie ma już z nami. Rozmawiałam przez chwilę z jego mamą, Zayn zasnął i już się... nie obudził. Rozumiesz, kochanie?
   Świat pękał na cząstki, które uderzały mnie z zaskakującą siłą. Czy można przegapić czyjąś śmierć? Śmierć osoby mieszkającej tak blisko, śmierć osoby, którą się kocha? Czy można nie zdawać sobie sprawy z tego, co jest tak oczywiste? 
Oczy zaszły mi łzami i wyszedłem z salonu, idąc powoli do swojego pokoju. Nie byłem w szoku, nie byłem zdziwiony. Byłem pełen goryczy, a na języku czułem gorzki smak żalu, jakbym był na to przygotowany. 
Nie miałem co wspominać, nie było powrotu do tego uczucia. Ono po prostu istniało, a ja miałem z nim trwać, świadom tego, że straciłem to, czego nigdy tak naprawdę nie miałem. I nagle zapragnąłem mu powiedzieć, co do niego czuję, zapragnąłem mu powiedzieć, jak bardzo chciałbym go zatrzymać przy sobie. Chciałbym zapytać, czy pamięta moje imię i to, że obiecałem kiedyś zagrać mu "Stairway to Heaven". 
Schody do Nieba.
Czy nie tego teraz potrzebował?
Chciałem zrobić wiele rzeczy naraz, ale przede wszystkim chciałem cofnąć czas i powiedzieć mu wszystko, co noszę w myślach i w sercu. Chciałem tylko, żeby wiedział, żeby mógł mieć świadomość, że jest jeszcze jedna, może i nieważna osoba, która go kocha- ale go kocha. 
Nie miałem na to okazji.
   Czasami jest tak, że czujemy coś, czego nie wolno nam poczuć. Robimy coś, czego nie powinniśmy robić. Pragniemy czegoś, czego nie powinniśmy pragnąć. Ale to sprawia, że potrafimy czuć dwa razy mocniej. 
Kochać z ukrycia to trochę tak, jak dusić się w samym sobie. 
Czym innym jest otwarta miłość, a czym innym miłość, która nie powinna istnieć.
A może powinna? Kto mógł o tym zawyrokować? 
   Leżąc na łóżku z zamkniętymi oczami, czułem pustkę i pełnię jednocześnie. Czułem pustkę starty i pełnię uczucia, które teraz wymieszało się z rwącym bólem serca i rozrywało mnie na strzępy. Jak można tak mocno kochać kogoś, kogo się nie znało?
Nagle przypomniały mi się słowa, które Zayn rzucił podczas naszej rozmowy wtedy, na imprezie w ich ogródku. Przesunęły mi się przez myśli tylko na ułamek sekundy, ale to wystarczyło, żebym wiedział, że nigdy nie będę mógł przestać go kochać w większy lub mniejszy sposób. Że obojętnie, jak daleko ode mnie jest, obojętnie, czy moje uczucie w końcu osłabnie i wyblaknie jak klisza w słońcu
-Wiesz co, Nialler? - zawsze zwracał się do mnie tym zabawnym przydomkiem. -Kiedyś, jak byłem mały, miałem złotą rybkę. Zapomniałem ją nakarmić i zdechła, a miała zaledwie tydzień. Płakałem przez okrągły miesiąc, chociaż miałem ją tak krótko. Od tamtej pory zacząłem rozumieć, że nie potrzeba wiele czasu, żeby poczuć, ale potrzeba wiele czasu, żeby pogodzić się ze stratą.


5 komentarzy:

  1. Te dwie miniaturki są piękne... Ludzie mogą tutaj wejść, przeczytać je i stwierdzić "nic ambitnego", jednak po poznaniu Twojej historii (albo chociaż jej maleńkiego skrawka) nabierają na wartości, są pisanego z serca, takie szczere, prawdziwe, piękne, a zarazem brutalne. Jestem po prostu oczarowana tym wszystkim, że mimo iż łzy płyną Ci po policzkach to piszesz, nie poddajesz się i masz odwagę to opublikować. Ja bym czuła coś w rodzaju wyjawienia swojego skrawka historii. To byłoby... trudne. Fakt, jest trochę pozmieniane, ale to dla mnie byłoby trudne.
    Lubię Twój styl, składasz fajne zdania, takie "głębokie" jak to się mówi :D Jak zwykle zdanie na końcu mnie rozwaliło, ale to wszystko jest takie prawdziwe. Tak cholernie prawdziwe. Powtarzam się, wiem, ale to przez emocje! xD
    Piosenka jest idealnie dopasowana, do tego to masz akurat talent :D Plus za duży gust muzyczny, masz w czym wybierać, gdy masz do wybrania jakiś soundtrack do czegoś ;)
    A tak ogólnie to przeczytałabym coś jeszcze bo przyjemnie się to czyta i łezka się w oku kręci (a niech cię! możesz być z siebie dumna - zaszkliły mi się oczy! :P)
    Jak będziesz w nastroju i humorze to ja chętnie przeczytam coś jeszcze, także wiesz... zawsze pisz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam to i cofnęłam się do wstępu, i zamiast świeżynka przeczytałam śnieżynka. Ale wiesz co? Strasznie mi to podpasowało do tej miniaturki. Zayn był w niej jak płatek śniegu, a Niall jak ciepła dłoń. Blondyn poznał go, obserwował, i nagle chłopiec którego pokochał zaczął odchodzić, gasnąć, aż w końcu została po nim mokra plama, czyli dziura w sercu Niallera.
    Nie płakałam czytając to. Ale nie dlatego, że mnie nie wzruszyło. Po prostu zrobiło to w taki inny, nietypowy sposób, trafiła prosto do mojego serca i pewnie długo jej nie zapomnę, bo jest śliczna.
    Bardzo przyjemnie się czytało, łatwo było pochwycić nastrój one-shota. Już ci to mówiłam, masz wspaniałą umiejętność elastyczności, tzn. dopasowania się do tematyki historii, potrafisz pisać coś z humorem, ale kiedy piszesz coś głębokiego i brutalnego, twój styl nagle staje się bardziej dojrzalszy. Wyrobiony. Zdania są dłuższe, emocje się pogłębiają, łzy płyną ze zdwojoną siłą.
    Podziwiam cię, że jesteś w stanie dzielić się z nami tymi historiami, no i bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać coś tak wspaniałego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie powiem nic poza tym, że jestem absolutnie zakochana w tym shocie. Jest genialny. Przeryczałam prawie cały.
    Jesteś niesamowita!

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wiem co ja mam tutaj napisac po prostu brak mi słów rycze i nie moge sklejić żadnego porządnego zdania.. zapewne wszyscy ci to pisza i nie będę z tym oryginalna ale masz talent twoje shoty i blog jest genialny nie przestawaj pisać coś mi się zdaję że będę częstym gościem na twoim blogu :D @kllauduchy

    OdpowiedzUsuń
  5. Z moją wrażliwością to czuję, że ryczeć będę przy każdym opowiadaniu. Plus te piosenki. Całkowicie trafne. Dzięki Bogu za funkcje auto replay. Jesteś bardzo utalentowana. Pisz dalej, a ja będę czytać! :) @xwhiskasx

    OdpowiedzUsuń